wtorek, 22 stycznia 2013

Rozdział 3.



W tym tygodniu Londyn płakał… Nie było godziny ani minuty aby z nieba nie padały zimne krople deszczu, co nie było zachwycające zważywszy na to że w tym tygodniu miały się zacząć wakacje. Od feralnej rozmowy z Chad’em, Megan starała się go unikać co chłopak bardzo jej ułatwiał po prostu schodząc jej z drogi. Mimo tego dwa dni później i tak pojawił się przy jej szafce gdzieś w połowie głównego korytarza ze skruchą w oczach i pięknymi przeprosinami. Wysłuchała go spokojnie, patrząc w te niesamowicie niebieskie, smutne oczy. Kochała go… Dobrze to wiedziała, nie wiedziała jednak dlaczego go kochała, przecież ten wyskok z Naomi nie był pierwszym wyskokiem, zawiodła się przecież na nim tak wiele razy, jednak zawsze wybaczała i wracała, tak samo było tym razem… Wystarczyło, że okazał skruchę i ubrał w piękne słowa swoje przeprosiny… z których wymyśleniem na pewno pomagał mu jego przyjaciel, a ona mu tak po prostu wybaczyła… No bo przecież go kochała… Kolejne dni mimo ponurej pogody i ciągłego deszczu były… wyjątkowe. Chad nie wychylał się z żadnymi tekstami… Cierpliwie znosił momenty kiedy przebywali z Elliot’em, do którego nie mógł się w żaden sposób przekonać…  W tych dniach jej przyjaciółka tylko raz zaczęła temat „On znów cię skrzywdzi” jednak ona nie chciała tego słuchać, mówił jej że kocha… to wystarczało. Kiedy pokłóciły się rozmawiając o nim blondynka obiecała że nie wspomni już na ten temat nawet słowem i znowu było pięknie mimo iż piękne niebo nad Londynem przysłaniały ciemne chmury. W końcu nadszedł długo przez nich wyczekiwany ostatni dzień szkoły… Który wyglądał zupełnie tak samo jak każdy inny dzień… Różnił się tylko tym że dyrektor zwołał ich na sale w której odbywały się apele podczas długiej przerwy i życzył im udanych i słonecznych wakacji, czego uczniowie nie spodziewali się za bardzo… W końcu w ich mieście nigdy nie było słonecznych wakacji… Może tylko kilka dni będzie w miarę ciepło by pojechać nad jakieś jezioro lub morze. Reszta dni będzie po prostu na tyle ciepła aby nie ubierać kurtek jednak nie na tyle ciepła by wyjść w domu w zwiewnej letniej sukieneczce. Po apelu znów wrócili na korytarze swojego liceum a kilka chwil później do szkolnych ławek. Mimo iż nie robili tego dnia na lekcjach nic musieli na nich być. Siedziała jak zwykle w ostatniej ławce mając po swojej prawej Elliot’a który co chwila marudził że musi zapalić a po swojej lewej piszącą sms’y Sarę.
-Hej! Dowiedziałaś się może kto kupił ten dom obok Ciebie?- usłyszała pytanie przyjaciółki, przez które ciekawy Elliot również przybliżył się by posłuchać odpowiedzi.
-Nie, ale pewnie jakiś polityk.. –odpowiedziała obojętnym głosem.
-Skąd wiesz, że polityk?- zapytał ciemnowłosy chłopak.
-Dzisiaj zaczynają sprawdzać płot który ogradza nasze osiedle, znowu ma być zamknięte i szukają głupich co by siedzieli w tej małej budce z telewizorem i lodówką przy bramie.- wyjaśniła.
Tak mieszkała na osiedlu willi które przy okazji było strzeżone… zawsze zastanawiała się po cholerę na przedmieściach stawiane są strzeżone dzielnice, no ale co ją to obchodziło? Ważne było to aby zapoznać się z tak zwanymi bramkarzami którzy będą Cię wpuszczać i wypuszczać codziennie z dzielnicy, reszta jej nie obchodziła.
-Co? –usłyszała protestujący głos przyjaciółki. Dobrze wiedziała że  chłopak blondynki czasami przychodzi późnym wieczorem aby powiedzieć „Cześć” a teraz kiedy dzielnica miała być strzeżona miało się to skończyć.
Resztę tej lekcji wsłuchiwała się w marudzenie Sary i Elliot’a na temat ich dzielnicy sama zastanawiając się kto wprowadza się do tego cholernego domu że wywołał wokół takie zamieszanie.
Lekcje minęły jej bardzo szybko, po ostatnim dzwonku szczęśliwa z torbą ważącą 5 kg na ramieniu ponieważ musiała wyjąć ze swojej szafki wszystkie swoje rzeczy wsiadła do samochodu wraz z Sarą i Elliot’em i ruszyli do domu.
-Czyli że widzimy się wszyscy dzisiaj wieczorem w tym nowym klubie?- zapytała blondynka podczas drogi powrotnej ze szkoły.
-Tak- odpowiedziała zgodnie z Elliot’em.
Po czym zapadła cisza… No nie do końca cisza ponieważ jej przyjaciele zaczęli śpiewać wraz z radiem a ona się z nich po prostu śmiała.
Parkując swój samochód na podjeździe zaraz przed wjazdem do garażu zwróciła uwagę na meble które były wnoszone do sprzedanego niedawno domu obok, udając że czegoś szuka w torebce ukradkowo przyglądała się robotnikom oraz  zastanawiała się kim będą jej nowi sąsiedzi.
-Cześć.- odezwał się nagle jeden z nich podchodząc do niej.
Był młody i bardzo przystojny, uśmiechał się do niej lekko a jego niebieskie oczy lekko błyszczały.
-Cześć?- odpowiedziała pytaniem niby to przenosząc swój wzrok z torebki na niego.
-Słuchaj, telefon mi padł a muszę wiedzieć która godzina, pomożesz? – zapytał przystojny nieznajomy robotnik.
-Jasne…- powiedziała zaczynając poszukiwania telefonu w swojej torebce.-Wiesz może kto się tu wprowadza?- zapytała niby od niechcenia wyjmując telefon.- 14:50- uświadomiła chłopaka z godziną.
-Przykro mi, ale ja tu tylko nosze meble.- odpowiedział uśmiechając się przepraszająco.- Dzięki za godzinę.- powiedział jeszcze i wrócił do wcześniej wykonywanego zajęcia.
-Pewnie jakiś nudny polityk.- powiedziała do siebie wchodząc do domu w którym jak zwykle nie było jeszcze nikogo, oprócz zakupionego przez nią kilka dni wcześniej małego puszystego szczeniaczka owczarka niemieckiego.
-Cześć mały.- powiedziała kucając do niego kiedy ten przybiegł ją przywitać.
Weszła do swojego pokoju z pieskiem na swoich rękach, przyniosła go do domu tego dnia kiedy Chad próbował ją przeprosić za swoje zachowanie, jej rodzicom spodobał się od razu, bo przecież jednak warto mieć dużego psa a raczej psa który będzie duży do ochrony, prawda? Za to jej bratu wcale szczeniaczek nie przypadł do gustu zwłaszcza kiedy załatwił swoją potrzebę na jego ulubionej grze której płyta jakimś cudem znalazła się na podłodze. Tak więc szczeniaczek dostał dożywotni zakaz wstępu do pokoju młodszego Collins’a. Położyła pieska na swoim łóżku a ten radośnie spróbował zaszczekać co brzmiało bardziej jak radosne piszczenie małej piszczałki. Sięgnęła do szuflady po papierosy i ściągając wpierw pieska z łóżka który zacząłby przeraźliwie ujadać gdyby go tam zostawiła wyszła na balkon by w spokoju zapalić, piesek wyszedł razem z nią jednak kiedy zaczął kichać przez styczność z dymem szybko schował się w pokoju i zaszył na wielkim posłaniu które mu zakupiła, w którym jakimś cudem znalazła się jedna z jej bluzek. Jeszcze przed przyjazdem rodziców wyprowadziła psa  zjadła jakiś obiad, a kiedy jej rodzice i brat wrócili do domu poszła z powrotem do swojego pokoju cały czas śledzona przez potykającego się o własne łapy pieska. Wzięła długą relaksacyjną kąpiel. Po wyjściu z wanny stanęła przed lustrem opatulona dużym czarnym ręcznikiem i starannie wysuszyła włosy, po czym ubrała się w czarną jej ulubioną bieliznę, krótkie szorty i luźną koszulkę. Około 17 przyszedł Elliot którego poprosiła o wyprostowanie włosów, kiedy to już było zrobione chłopak bawił się z pieskiem a ona w spokoju się malowała…
-Lucas, nie wolno…- powiedziała podnosząc pieska kiedy ten zaczął siedząc na kolanach jej przyjaciela wdrapywać mu się na ręce.
-Daj spokój i tak mnie nie pobrudzi.- powiedział ze śmiechem jej przyjaciel zabierając jej pieska.- Ty się szykuj.- powiedział jej wytykając język.
Zrobiła minę która świadczyła o tym że się obraziła… stosowali tą minę między sobą, a mianowicie naprała powietrza w usta, oddychając nosem i wyglądając jak chomik poszła dalej się malować.
***
Ubrana w czarną sukieneczkę idealnie komponowała się z Elliot’em który również ubrany był na czarno, na nogach miała czarne baleriny a jej włosy były luźno puszczone na ramiona i plecy. Wraz Sarą spotkali się na jej podjeździe ponieważ to właśnie jej ojciec miał ich zawieść na imprezę.
-Derek, tylko wracaj szybko.- powiedziała jej mama wychylając się zza drzwi.
-Dobrze kochanie.- odpowiedział jej mężczyzna i wsiadł do samochodu gdzie już czekała na niego młodzież.
-Megan…- zaczął kierowca.
-Tak tato? – odpowiedziała słodkim głosikiem.
-Tylko nie przesadzaj.- powiedział.
-Pamiętaj, że Lucas je 3 razy dziennie i nie przesadzaj z ilością jedzenia na kolację, musi cały czas mieć wodę i wyprowadź go na spacer trochę ponad godzinę po tym jak się naje, potem możesz zabrać mu wodę bo narobi mi w pokoju.- powiedziała mu słodkim głośnikiem puszczając mimo uszu jego uwagę.
-Dobrze. – odpowiedział jej ojciec.
-Dobrze.- zgodziła się z nim jednocześnie odpowiadając na jego wcześniejszą prośbę aby nie przesadzała.
-Bawcie się dobrze.- powiedział im pan Collins kiedy wysiadali z samochodu.
Podziękowali i zatrzasnęli za sobą drzwi idąc w stronę wejścia do klubu. W jednej z loży znaleźli Chad’a, Dylan’a i kilkoro innych znajomych z którymi się przywitali po czym zaczęli świętować.
***
Była już lekko podpita, właśnie tańczyła z Elliot'em, po czym znów ruszyli do baru, Chad kilka chwil wcześniej zniknął jej z oczu a Sara siedziała gdzieś z Dylan’em i kłóciła się o to że jej chłopak miał przecież nie pić na tej imprezie. Wszystko było tak jak zwykle oprócz Chada który jako jej chłopak nigdy nie odstępował jej na krok na takich imprezach nawet jeśli był pijany. Przeprosiła na chwilę Elliot’a i poszła do łazienki, w korytarzy gdzie były wejścia do łazienek męskiej i damskiej nie było nikogo, dodatkowo było nawet cicho, biorąc pod uwagę jak ogólnie głośno było w klubie.
-Och tak, właśnie tak. –usłyszała kiedy otwierała drzwi do damskiej łazienki.
Ten głos ją sparaliżował… wiedziała doskonale do kogo należy, po cichu zamknęła za sobą drzwi i spojrzała na drzwi prowadzące do pomieszczenia z kabinami, w łazience było pusto i cicho przez co doskonale słyszała jęki dochodzące z drugiego pomieszczenia. Otworzyła kolejne drzwi, nawet nie skrzypnęły, dzięki temu że miała baleriny jej kroki też nie były słyszalne. Stanęła w progu a na wprost siebie zobaczyła przygwożdżoną do ściany rudą dziewczynę która podtrzymywana przez chłopaka miała uniesione i rozłożone szeroko nogi a głowę wygiętą do góry i zamknięte oczy, jęczała pod wpływem ruchów chłopaka którym był on… Wszędzie rozpoznałaby te blond czuprynę w której była teraz dłoń rudej oraz tą koszulę którą sama kupiła mu na urodziny,  miał opuszczone spodnie do samych kostek i poruszał się w tył i przód…  Bzykali się… W jej oczach stanęły łzy… Jednak powstrzymała je złość która nią zawładnęła.
-Kochanie! Ładnie to tak zabawiać się beze mnie.-warknęła podchodząc do nich.
Chłopak nie zdążył nawet mrugnąć okiem kiedy złapała go za włosy i uderzyła jego twarzą o ścianę w miejscu gdzie przed chwilą była głowa rudej która zdążyła zrobić unik. Po tym wybiegła z  łazienki oraz przebiegając szybko przez klub,  przy czym zabierając od Elliot’a swoją komórkę a z loży gdzie byli Dylan i Sara swoją kurtkę, z rozmazanym na policzkach tuszem wybiegła z klubu, a za nią jej dwójka przyjaciół. Trzęsącymi dłońmi wybrała numer ulubionego taksówkarza który powiedział jej kiedyś że może do niego dzwonić za każdym razem kiedy jest na imprezie, co z resztą robiła. Bo on nie tylko był taksówkarzem był również najlepszym kuzynem na świecie który po prostu nie mógł znaleźć innej pracy więc od 2 lat jeździł na taksówce, w czym od ponad roku odwoził ją do domu prawie po każdej imprezie.
-Co się dzieje?- usłyszała za sobą głos przyjaciółki, wiedziała że są z nią dwaj chłopacy.
-Nic, wracam do domu.- odpowiedziała ocierając policzki.
Blondynka podeszła do niej i stanęła przed nią, były tego samego wzrostu ale miała obcasy więc była od niej kilka centymetrów wyższa.
-Co zrobił?- zapytała krótko.
Nie czekała jednak na odpowiedź wystarczyło że spojrzała jej w oczy i już wiedziała co się stało. Chwilę później z klubu wybiegł rozglądający się wokoło Chad, podbiegł do nich i zaczął się tłumaczyć. Nie wiedział jednak że ona nic nie powiedziała swoim przyjaciołom na temat tego co się stało. Z jego nosa płynęła krew z tego co zauważyła a on mówił dalej.
-Co zrobiłeś?- wydarł się Elliot, wyłapując całą prawdę z co drugiego zdania blondyna i zamachnął się na niego, przez co blondyn wylądował na ziemi trzymając się za swoją skroń. Po tym jak brunet zaczął jeszcze bardziej okładać ciosami leżącego do akcji wkroczył Dylan który go od blondyna odciągnął.
***
Po kilku minutach cała rozmazana i roztrzęsiona siedziała w taksówce pomiędzy Sarą a Elliot’em, a raczej siedziała w ich ramionach. Elliot, miał śmiertelnie poważną minę i gładził delikatnie jej plecy by się uspokoiła, Sara za to udostępniła jej jedną dłoń by mogła ją ściskać a drugą dłonią wycierała chusteczką jej brudne od tuszu policzki. Jej kuzyn pytał co się stało ale ona nie chciała mu powiedzieć, co jednak zrobił Elliot, jak przewidywała jej kuzyn obiecał że jeżeli spotka tego kolesia to ten popamięta że z tą rodziną się nie zadziera i jechał dalej. Jej rodzice spali, więc nie musiała przejmować się ich reakcją. Elliot wraz z Sarą odprowadzili ją do łóżka, pomogli wciągnąć na siebie za dużą koszulkę i położyć się w łóżku, na jej twarzy nie było już śladu makijażu który tak starannie robiła.
-Zostańcie- poprosiła kiedy mieli zamiar odejść.
Blondynka wyciągnęła z jej szafy jakąś dość dużą koszulkę i wciągnęła ją na siebie kiedy ściągnęła sukienkę, a chłopak po prostu ściągnął z siebie koszulę i spodnie, zostając w czarnym podkoszulku i bokserkach i położyli się z jej dwóch stron na,  na szczęście jej wielkim łóżku.
***
Rano obudziły ją krople deszczu odbijające się o jej szybę i parapet, otworzyła oczy i zorientowała się że jej głowa leży na klatce piersiowej Elliot’a, na niej leży blondynka a na jej nogach leży skulony mały owczarek niemiecki. Przez chwile zastanawiała się jak wyplątać się z pułapki, co ułatwiła jej blondynka przewracając się na drugi bok automatycznie schodząc z niej. Delikatnie jeszcze wyswobodziła się z ramion bruneta i wzięła na ręce szczeniaczka który ziewnął protestując.  Sięgnęła po papierosy i wyszła na swój dość duży balkon, usiadła na nim pod daszkiem który robiła wraz z Elliot’em i ojcem któregoś lata, na białym leżaku który tam stał. Usiadła siadem skrzyżnym a piesek od razu jej dołączył, kładąc się na jej nogach i zamykając swoje małe ślepia. Podpaliła papierosa i zaciągnęła się nim jednocześnie drugą ręką głaszcząc śpiącego na jej nogach szczeniaczka. Paliła jednego za drugim jednocześnie prawdopodobnie płacząc, nie była tego do końca świadoma… Świadoma była tylko tego jak za każdą prawdopodobną łzą i za każdym kolejnym zaciągnięciem się papierosa miłość ustępuję niewiarygodnie wielkiej nienawiści. Po wypaleniu chyba 7 albo 8 papierosa otarła swoje policzki i obiecała sobie że nie uroni już ani jednej łzy. Bo mimo iż go kochała nie warto było po nim płakać ponieważ nie był tego po prostu wart. Jakiś czas później przysiedli się do niej również jej zaspani przyjaciele którzy nie mieli zamiaru nic mówić. Dobrze wiedziała że powinni teraz powiedzieć „A nie mówiliśmy” ale tego nie zrobili, po prostu siedzieli z nią w ciszy i czekali aż coś powie…

Mam nadzieje że się podobało. ; ) czytasz= komentujesz

8 komentarzy: