piątek, 26 kwietnia 2013

Rozdział 19.



-No i ? – usłyszał za sobą głos przyjaciela kiedy powolnym krokiem wchodził po schodach na piętro.
-Co no i ? – odburknął dobrze wiedząc o co chodzi śledzącemu go chłopakowi.
-No czego chciała. –mruknął tamten wchodząc za nim do jego sypialni.
-A czego mogła chcieć? Zaczęła gadać jak to mnie bardzo kocha i jak żałuje wszystkiego co zrobiła. – mruknął.
-A ty co na to? –zapytał ponownie jego przyjaciel.
-Wyszedłem… - odpowiedział mu krótko i po kilku sekundach w samych bokserkach schował się pod kołdrą dając tym samym do zrozumienia że to już koniec ich rozmowy.
Louis grzecznie wyszedł z jego sypialni próbując domyśleć się jaki to misterny plan wymyśliła była dziewczyna jego przyjaciela.
***
-Dzisiaj już piątek, rozumiesz to? Piątek!. –  podbiegła do niej rozradowana blondynka.
-Tak piątek… jak zwykle nastąpił po czwartku przed sobotą, zwiastuje dwa dni błogiego lenistwa przed kolejnymi pięcioma katorgi w szkole. – zaśmiała się odpowiadając błyskotliwie.
-Dałabyś jej już spokój. Nie widzisz że usycha z tęsknoty? -  zaśmiał się Elliot.
***
Wróciła do domu późnym popołudniem, na lodówce wisiała kartka od rodziców którzy wyrwali się do znajomych, Michael grał w jakąś grę w salonie a Caroline jak zwykle nie było co oznaczało że kręci się gdzieś z Liam’em. Odgrzała sobie obiad zostawiając swoją torbę na kuchennej podłodze z talerzem jedzenia poszła do salonu wyganiając psa z kanapy o którą plecami oparty był jej brat siedząc na podłodze.
-Znowu grasz w te zabijanki.- mruknęła łapiąc zapiekankę co skończyło się tylko sykiem bólu i lekkim oparzeniem palców.
-Bo nie mam z kim grac to gram w byle co.- odpowiedział jej krótko.- Chcesz zagrać w jakieś wyścigi?- zapytał po chwili.
-Nie dzięki . – zaśmiała się cicho.- Może później, teraz muszę zjeść i iść z psem na spacer.- wytłumaczyła szybko.
-Jasne. – mruknął.
-Hej młody, dzieje się coś? – zapytała przyglądając mu się podejrzliwie.
-Nie no, jasne że nie. Co miałoby się dziać.- odpowiedział jej szybko, zdecydowanie za szybko.
-Pamiętaj że jakby coś się działo to możesz do mnie z tym przyjść .- powiedziała czochrając mu włosy i wstając z pustym już talerzem w dłoni.
-Jasne.- powiedział automatycznie poprawiając włosy.
Po chwili szła już uliczkami okolicy z plączącym się na długiej smyczy owczarkiem i słuchawkami w uszach. Kompletnie nie zwracała uwagi na nic i nikogo wokół siebie dopóki nie poczuła lekkiego szarpnięcia które spowodowało że mimowolnie odwróciła się w stronę oprawcy.
-Wołam Cię i wołam. – usłyszała głos Nathan’a kiedy wyciągnęła słuchawki.
-Przepraszam, zamyśliłam się no i miałam słuchawki . –zaśmiała się.
-No właśnie widziałem. Gdzie lecisz? –zapytał z uroczym uśmiechem.
-A tak wyszłam przejść się z Lucas’em chcesz nam potowarzyszyć?- sama nie wiedziała czemu mu to zaproponowała.
-Martwisz się czymś.- powiedział chłopak po kilku minutach ciszy jaka zapadła kiedy podjęli wędrówkę.
-Wydaje Ci się. – mruknęła bez przekonania.
-No mów, jestem dobrym słuchaczem i daje dobre rady.- przekonywał ją przez kilka minut.
-Chodzi o mojego brata, inaczej się ostatnio zachowuje, boje się że coś się dzieje a on mi o tym nie mówi.- wytłumaczyła w końcu.
-Ale że coś się dzieje w szkole?- zapytał Nate.
-Boje się ze tak, jego najlepsi przyjaciele poszli do innego liceum, a ja nie potrafię ciągle mieć go w zasięgu wzroku . – mruknęła.
-Będę miał na niego oko jeżeli to cię uspokoi.  – uśmiechnął się delikatnie.
-Dziękuję.- zaśmiała się cicho.
Reszta spaceru minęła im bardzo miło śmiali się, wygłupiali, łaskotali. Nathan coraz bardziej nabierał pewności w swoim postanowieniu co do zdobycia Megan.
Kiedy w końcu postanowili wracać chłopak uparł się jak osioł że odprowadzi ją pod same drzwi ponieważ tak mu nakazuje jego dobre wychowanie i gentelmeńska natura. Kiedy podeszli pod jej dom pod drzwiami dojrzała sylwetkę Zayn’a który obudziwszy się godzinę wcześniej zjadł coś i postanowił ją odwiedzić. Odwrócił się do nich i lekko jej pomachał opierając się z uroczym uśmiechem o kolumnę.
-No dalej już chyba sama dojdziesz i nikt cię nie porwie.- Nate zwrócił na siebie jej uwagę.
-Chyba tylko kosmici – zaśmiała się.
-Zadzwonię później żeby sprawdzić. – zaśmiał się i pocałował ją w policzek kątem oka spoglądając na mulata który mrużył złowieszczo oczy.
Przez chwilę otępiała z zaskoczenia przyglądała się jego znikającej w ciemności sylwetce dopiero Lucas ciągnący ją w stronę do domu wyrwał ją z zamyślenia. Widząc minę Zayn’a nawet się nie odezwała wolała nie robić scen przy rodzicach którzy siedzieli już w kuchni.  Przywitali się z nimi szybko i poszli w milczeniu na górę śledzeni przez włochatego psa który ciężko dyszał po długim spacerze. Zamknęła za nimi drzwi i widząc jak chłopak siada na jej łóżku i głaszcze psa usiadła bez słowa przy biurku i wyciągnęła książki od matematyki mając zamiar odrobić lekcje. Zayn przez dłuższy czas nie odzywał się tylko przyglądał zawzięcie jej plecom, miała już tego szczerze dość, wiedziała że pewnie będzie się wściekał.
-Nie lubię tego Nathan’a. – powiedział w końcu poważnym głosem.
-Ty nie lubisz żadnego chłopaka który okazuje mi czułość i troskę –mruknęła odwracając się do niego przodem.
-Wcale nie, nie mam nic do tego jak Lou i reszta z zespołu okazuje ci czułość , albo Elliot. –powiedział patrząc jej w oczy.
-Nie masz, bo chłopacy z zespołu , mają dziewczyny i tylko się wygłupiamy a do Elliot’a nic nie masz bo jest gejem.- powiedziała krzyżując ręce na piersi.
-Co nie zmienia faktu że nie lubię sposobu w jaki zachowuje się Nathan i tego jak na Ciebie patrzy. – mówił wstając.
-Jeżeli masz mi tu zgrywać zazdrosnego pacana to wyjdź. Nie dam się zdominować i zamknąć w domu bo się podobam innym chłopakom albo bo przyjaźnie się z chłopakami ze swojej szkoły. – warknęła również wstając.
-Nie podoba mi się ten koleś i nie chce go widzieć w twoim otoczeniu.- warknął.
-Nie będziesz mi dobierał przyjaciół.- powiedziała twardo.
***
Po tym jak mulat wyszedł z jej domu wściekła tylko spakowała książki na następny dzień do szkoły nawet do nich nie zaglądając i zeszła na kolacje po której zaczęła grać z bratem w jakąś głupią ale zmuszającą do racjonalnego myślenia grę.
***
Wtorkowy dzień był naprawdę bardzo ponury i deszczowy.
-Możemy pogadać?- usłyszała ten sam zachrypnięty głos kiedy wyszła do auta w którym czekał już na nią brat.
-A zmądrzałeś i zrozumiałeś to co miałeś zrozumieć?- zapytała z poważną miną
-Nadal nie chce Cię z nim widzieć.- powiedział krótko.
-Więc nie zrozumiałeś. – powiedziała wsiadając do auta.
-Co miał zrozumieć? –zapytał jej brat kiedy wyjeżdżali już z osiedla.
-Że mnie nie obchodzi to że podobam się innym chłopakom, bo jestem z nim i tylko z nim chce być. –powiedziała spoglądając na brata.
***
Z przewieszoną przez ramie dość lekką torbą, w towarzystwie Elliot'a, Sary i Nathan’a kierowała się do stołówki gdzie jak zwykle podczas długiej przerwy gromadzili się wszyscy uczniowie. Sara opowiadała z rozradowaną miną o idealnym weekend’zie który spędziła ze swoim chłopakiem, Elliot co chwila przerywał jej wtrącając swoje 3 grosze a Nathan szedł jak zwykle w milczeniu. Cicho śmiała się słuchając jak jej przyjaciele kłócą się o coś głupiego.
-Megan! –zwrócił jej uwagę spanikowany krzyk pierwszoklasistki która biegła do nich od strony stołówki. –Michael… – powiedziała zdyszana kiedy do nich dobiegła i to wystarczyło.
Nie za wysoka brunetka z warkoczem opadającym jej na ramie przez które miała przewieszoną torbę rzuciła się biegiem do stołówki w której usłyszała odgłosy bójki za wielkim murem ludzi, przez chwile przepychała się zawzięcie aby zobaczyć jak dwóch drugoklasistów okłada jej brata z głośnym śmiechem.
-Mike! –krzyknęła zrzucając torbę z zamiarem z zamiarem rzucenia się na jego oprawców, ale długie silne ramiona jej przyjaciela zamknęły się wokół niej.
Szarpała się próbując wydostać się z uścisku Elliot’a, uspokajając się kiedy zobaczyła że między trójkę kotłujących się chłopaków wpadł Nathan i zasłonił sobą jej brata.
-Zabije ich jak tylko będę miała okazje.- powiedziała wściekła kiedy była już u pielęgniarki z bratem a dwójka oprawców i Nathan zostali zaprowadzeni do dyrektora.
-Spokojnie dziewczyno – powiedziała spokojnym miłym głosem szkolna pielęgniarka.
-Jak mam być spokojna, jakieś gnojki pobiły mi brata?- warknęła.
-Nic mi nie jest. –mruknął Michael sycząc z bólu kiedy rozciętą wargę pielęgniarka polała wodą utlenioną.
-No właśnie widzę.- mruknęła odruchowo łapiąc dłoń brata.
***
Zawiadomieni rodzice szybko pojawili się w szkole i zabrali ją jak i jej brata do domu, obiecując sobie że zrobią wszystko aby wywalili ze szkoły oprawców ich syna. Kluczyki od auta dała Elliot’owi prosząc go aby odstawił jej samochód bo wraca do domu z rodzicami. Przyjaciel tylko uśmiechnął się delikatnie i przytulił ją mocno kiedy stali przy czarnym dużym aucie jej ojca.  Resztę dnia spędziła ze swoją rodziną. Zawsze cieszyło ją to jaki dobry mają ze sobą kontakt mimo trudnego wieku jej i jej brata jak i wymagającej pracy rodziców. Przed wieczorem wpadł do niej na chwile Louis po którego wyjściu w drzwiach pojawił się Zayn zaalarmowany całą sytuacją.
-Ale co się stało? –zapytał cicho przytulając ją delikatnie.
-Nie wiem, Mike nie chce nic powiedzieć . Całe szczęście że Nathan ich rozdzielił bo by go tam chyba zabili –mówiła cicho nie zdając sobie sprawy z tego że płacze.
Tulił ją mocno do siebie próbując uspokoić i nie reagować w żaden sposób na to że to właśnie Nathan pomógł jej bratu. Posiedział z nimi trochę i pograł w gry którymi zajmowała się z bratem cały dzień.
-Chciałbym zostać, ale ta głupia gala. Muszę na niej być. – mruknął trzymając jej dłonie i patrząc jej w oczy kiedy stali przy drzwiach.
-Wiem, rozumiem. –szepnęła.
Pocałował ją czule i wyszedł w drzwiach spotykając Nathan’a który przyszedł aby sprawdzić co z Michael’em.
***
Po tym jak jej brat usnął na kanapie i ojciec zaniósł go do jego pokoju siedziała jeszcze trochę z mamą i Caroline w kuchni i rozmawiała z nimi. Obiecała mamie że nie ruszy się następnego dnia z domu i będzie siedziała z bratem. W sumie to pasował jej taki układ, dyrektor zwolnił ich do końca tygodnia z lekcji co było dla niej nawet wygodne, no i martwiła się o brata więc chciała z nim posiedzieć. Późną nocą położyła się spać, ale zasnęła dopiero nad ranem…
***
Gala jak zwykle była nudnawa, snuł się najpierw po wielkiej Sali za czwórką swoich przyjaciół i uśmiechał się do aparatów, odpowiedział na kilka pytań dziennikarzy, ruszyli na rozdanie nagród po czym impreza w końcu się zaczęła. Tak co jak co ale kiedy tylu ludzi z branży spotyka się w jednym miejscu raz na jakiś czas to piją i to równo. Jego przyjaciele zniknęli gdzieś na parkiecie zostawiając go z mocnym drinkiem. Nawet nie zauważył kiedy jeden drink zamienił się w któryś z kolei a wysoka blondynka zaczęła go wyciągać na parkiet. Pod wpływem alkoholu całkowicie wyłączył myślenie i po prostu wstał idąc z nią na parkiet. Tańczyli, pili, bawili się. A kiedy przyszło otrzeźwienie było już za późno. Obudził się rano w jednym z pokoi hotelu w którym odbywała się impreza po gali. Ból głowy był przerażająco wielki a suche gardło nie dawało mu spokoju, przekręcił głowę w bok i zobaczył nagie zgrabne plecy i bląd włosy rozrzucone na poduszce gwałtownie podniósł się do pozycji siedzącej i uniósł kołdrę odkrywając że on jak i blondynka jest bez ubrań. Spanikowany, roztrzęsiony a zarazem wściekły na siebie jak najciszej wciągnął na siebie ubrania i uciekł  jak szybko tylko potrafił.
-Gdzie żeś zniknął podczas imprezy?- zapytał go Lou kiedy siedzieli w aucie jadąc do domu.
-Byłem zalany i zmęczony, poszedłem się położyć. – mruknął masując dłonią skroń i gorączkowo myśląc o tym co ma teraz zrobić.
 ____________________________________________________________________________________
Cześć miśki <3 Tak wiem dawno mnie nie było, przepraszam ; * Macie tutaj takie coś co pisałam nocą, mam nadzieje że się podoba. A dedykuję specjalnie Karolinie ; )
CZYTASZ = KOMENTUJESZ
Napisz do mnie na tt : /@GosiaMT